nowe konto przypomnij mi hasło
Wpisz słowa klucze
lub Wybierz wyzwanie biznesowe
Gdy żółtodziób odnosi wielkie sukcesy, czyli jak zarządza André Villas–Boas
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Autor: Szymon  Data: 2011-08-21 06:37:52  Typ wpisu: Artykuł  Adresaci: Poziom menedżerski  


Wyzwania:

 

W świecie sportu, Villas-Boas to jedno z najgłośniejszych nazwisk mijającego sezonu. Jeszcze rok temu większość fanów futbolu ledwo kojarzyła tego portugalskiego trenera. Tej wiosny prowadzone przez niego Porto wygrało Ligę Europejską UEFA, a także zdobyło mistrzostwo kraju, dosłownie rozgniatając rywali (w tabeli przewaga Porto nad wicemistrzem wyniosła 21 punktów). Przed chwilą Chelsea potwierdziło pogłoski o nawiązaniu stałej współpracy z Portugalczykiem, co oznaczało konieczność zapłacenia kosmicznego odstępnego na rzecz Porto w wysokości 15 milionów Euro.

 

 


André Villas-Boas

 

 

jeszcze w barwach poprzedniego pracodawcy

 

 

 

Villas-Boas to nie tylko interesujący trener, ale również skuteczny menedżer – warto na niego spojrzeć pod tym kątem. Oto kilka interesujących inspiracji menedżerskich, wynikających z kariery portugalskiego coacha.

 

 

 

MIT DOŚWIADCZENIA

Dla komentatorów sportowych Villas-Boas wydawał się zbyt młody jak na trenera. W dodatku swoją karierę trenerską rozpoczynał kilkanaście lat temu z platoniczną miłością do piłki nożnej – nigdy nie był zawodnikiem. A jednak już w pierwszym sezonie pracy w Porto, mając niewiele ponad trzydzieści lat, zdobył mistrzostwo Portugalii i odniósł triumf w lidze europejskiej.

Z drugiej strony pomimo młodego wieku, Villas-Boas wykonuje swój zawód od ponad 15 lat, co czyni go trenerem bardziej doświadczonym od osób, które po długoletniej karierze w charakterze zawodnika postanowiły stanąć po drugiej stronie linii autowej (co, jak wiadomo, częściej prowadzi do porażek, niż do sukcesów). A mały André nigdy nie chciał kopać piłki – od dziecka pociągała go trenerka, więc jego wybór wynikał nie tyle z „naturalnej kolei rzeczy”, co z pasji i przekonania.

 

 

   

MENTOR

W 1994 roku szesnastoletni André poznał legendarnego, charyzmatycznego szkoleniowca Bobbyego Robsona, który wówczas rozpoczął współpracę z drużyną Porto. Jak to było możliwe? Podobnie jak w przypadku wielu najważniejszych karier menedżerskich, pomogły w tym przypadek, doskonałe przygotowanie i odwaga. Przypadek polegał na tym, że Robson zamieszkał w sąsiedztwie Boasa. Z kolei odwaga polegała na tym, że młody Portugalczyk nie wahał się zagadnąć nowego sąsiada i podzielić swoimi obserwacjami i opiniami na temat portugalskiej drużyny. Doskonałe przygotowanie wynikało nie tylko z wieloletniego studiowania gry drużyny z Porto. Na Robsonie jeszcze większe wrażenie zrobiła doskonała znajomość angielskiego, co pozwoliło na stworzenie mocnej więzi pomiędzy nastoletnim André a doświadczonym mistrzem. Robson szybko załatwił młodemu sąsiadowi pracę w sztabie szkoleniowym drużyny juniorów, z którą zdobył mistrzostwo kraju.

 

 

   

ODWAGA W POKONYWANIU PROCEDUR

Współpraca z Sir Bobbym Robsonem zaowocowała wyjazdem do Szkocji, gdzie siedemnastolatek zdobył kwalifikacje UEFA C. Było to działanie niezgodne z procedurami, wręcz nielegalne – Boas był jeszcze zbyt młody (aż o 10 lat młodszy, niż pozwalały przepisy!). Villas-Boas nigdy się tym nie przejmował, kierując się jakże ważną w biznesie dewizą: „Proś o przebaczenie, a nie o pozwolenie”.

 

 

   

NAUKA NA BŁĘDACH

Jeden z najbogatszych Polaków, Roman Karkosik (właściciel m.in. Alchemii, Boryszewa i Hutmena) w jednym z wywiadów radził młodym biznesmenom: „Warto parę razy zbankrutować i finansowo się wyzerować. (…) Nic tak nie uczy biznesu jak własne błędy”. Portugalczyk również w pewnym momencie „zbankrutował”. Po zdobyciu kwalifikacji UEFA, rozpoczął pierwszą pracę na własną rękę jako selekcjoner reprezentacji Brytyjskich Wysp Dziewiczych. Jednak już pierwszy dwumecz w eliminacjach do Mistrzostw Świata był sromotną porażką: Wyspy Dziewicze przegrały 1:14 z reprezentacją Bermudów. Wkrótce Villas–Boas wrócił do rodzimej Portugalii.

 

 

   

KOLEJNY MENTOR

Portugalczyk swoje szlify trenerskie zdobywał u boku krajana, Jose Mourinho – najpierw w Porto, później w Chelsea Londyn. Jednak do tej pory Boas dość ostrożnie wypowiada się o Mourinho. Oprócz kilku oczywistych podobieństw (portugalskie pochodzenie, nikła kariera zawodnicza, charyzma, drobiazgowe przygotowanie taktyczne itd.), obu panów dzieli sporo różnic. Jeszcze kilka miesięcy temu, pytany o współczesnych mistrzów, Villas-Boas mówił przede wszystkim o Guardioli z Barcelony: Pep to moja inspiracja. Inspiruje mnie piłkarską metodologią i idealnym prowadzeniem klubu. Jego zespół gra fantastycznie”.

 

 

   

SKROMNOŚĆ I POKORA

I oto pierwsza najważniejsza różnica między trenerem Real Madryt a nowym trenerem Chelsea. Villas-Boas notorycznie powtarza w wywiadach, że nie można przypisywać mu zasług za „cud w Porto”. „Tak to już jest, że ludzie skupiają się na pracy trenera, ale ja tego tak nie widzę. Futbol to gra zespołowa, zarówno na boisku, jak i poza boiskiem. Zwycięstwo w meczu nigdy nie jest zasługą jednego człowieka. Znacznie ważniejsze od osoby trenera są umiejętności zawodników, ich zdolność do gry zespołowej i struktura klubu”. Tego typu słowa prawdopodobnie nie przeszłyby egotycznemu Mourinho przez gardło. Villas-Boas wiele razy udowodnił, że działa w sposób stonowany, nienachalny.

 

 

   

FILOZOFIA PRACY Z ZESPOŁEM

Nawiązując do swojej koncepcji gry zespołowej, Villas-Boas dużo swobody pozostawia zawodnikom. „Jak każdy trener, szukam sposobu na to, aby każdy z nich dał z siebie wszystko. Jednak każdemu z graczy zostawiam dużo przestrzeni, bo tylko w ten sposób uczą się działać samodzielnie i się rozwijają. W skutecznym sporcie nie ma miejsca dla dyktatorów. Jeżeli narzucasz taktykę, gracze nie będą w stanie sami analizować sytuacji i zauważać wszystkich możliwości”.

 

 

   

ANALIZA PRZECIWNIKA

Pomimo swoich deklaracji o nienarzucaniu taktyki, Villas-Boas JEST taktykiem i za to również jest ceniony. Począwszy od współpracy z Mourinho w Porto, jego zadaniem było zbieranie informacji na temat drużyn przeciwnych. Ta umiejętność okazała się kluczowa w opracowaniu skutecznej taktyki, podobnie, jak najskuteczniejsze firmy stale monitorują posunięcia konkurencji, a zwycięskie armie pozyskują informacje na temat rozmieszczenia przeciwnika. Boas twórczo rozwinął tę sztukę – oprócz analizowania formacji, dostarczał również selekcjonerom szczegółowe profile osobowościowe zawodników z drużyny przeciwnej, analizował formę psychiczną, w jakiej są przeciwnicy itd. Do tej pory właśnie w ten sposób przygotowuje siebie i piłkarzy do meczów.

 

 

Czas na ważne wnioski i ważne pytania. Czy za rok w finale Ligi Mistrzów staną naprzeciwko siebie niemal niepokonana Barcelona i Chelsea? Zawsze z dużą ostrożnością należy przyglądać się „transferom roku”. Jim Collins w słynnej, opartej na badaniach książce „Good to Great” udowadniał, że wielcy liderzy, podkupywani przez łowców głów, rzadko kiedy radzą sobie równie dobrze w nowych okolicznościach. Zdaniem Collinsa najwybitniejsi menedżerowie są wychowankami swoich organizacji. Ta teoria może mieć potwierdzenie w przypadku Pepa Guardioli z Barcy, ale może też tłumaczyć sukcesy Boasa w Portugalii, a zwłaszcza w rodzinnym Porto. Prawdą też jest, że np. Mourinho w Realu nie spełnia pokładanych w nim nadziei, a wygrany w dogrywce Puchar Króla można uznać za szczęśliwy wypadek przy pracy.

 

Jednak jest kilka ważnych argumentów, które mogą pomóc Villas-Boasowi w pracy z londyńskim klubem. Po pierwsze, trenerzy-gwiazdorzy na dzień dobry mają ogromny kredyt zaufania w nowym zespole i ogromną motywację zawodników do pracy ze znanym, charyzmatycznym trenerem, co CZASAMI działa jak samospełniająca przepowiednia. Po drugie, Chelsea nie jest obcym gruntem dla portugalskiego trenera – w końcu spędził tam kawał czasu u boku Jose Mourinho. No i wreszcie: Boas ma wiele atutów swojego starszego portugalskiego kolegi, ale wydaje się bardziej wszechstronny. Jest wystarczająco pokorny, aby pozostawiać część decyzji zawodnikom; poza tym stara się pogodzić mało widowiskowy, niekiedy zbyt defensywny styl gry (z którego słynie Mourinho) z wirtuozerią, charakterystyczną dla drużyny Guardioli.

 

Sukces (lub porażka) Boasa będzie też odpowiedzią na ważne biznesowe pytanie. Villas-Boas to mimo wszystko młody menedżer (czasami młodszy od zawodników, z którymi współpracuje), który niewiele w życiu robił poza byciem menedżerem (Pamiętacie Barbarę Rylską w filmie „Poszukiwany, Poszukiwana”? „Mój mąż jest z zawodu dyrektorem”...). Na ile młody, prężny wilczek, złowiony przez headhunterów do znanej „firmy” przeżywającej spore kłopoty, jest w stanie odnieść SZYBKI SUKCES na obcym gruncie? A jeśli tak, to za pomocą JAKICH METOD PRACY?

 

Na wnioski przyjdzie czekać nam kolejny rok.

Skomentuj: