nowe konto przypomnij mi hasło
Wpisz słowa klucze
lub Wybierz wyzwanie biznesowe
Czego biznes może się nauczyć od niepełnosprawnego sprintera?
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Autor: Szymon  Data: 2011-08-21 06:40:33  Typ wpisu: Artykuł  Adresaci: Poziom operacyjny  


Wyzwania:

W 1986 roku w Johannesburgu (RPA) urodził się chłopiec, któremu niespełna rok po urodzeniu amputowano obie nogi. Dwadzieścia pięć lat później ten sam chłopak jest jednym z najszybszych sprinterów na świecie. Za rok najprawdopodobniej zobaczymy go na olimpiadzie w Londynie – rywalizującego z najlepszymi pełnosprawnymi biegaczami. Ponieważ zwyciężanie w sporcie i zwyciężanie w biznesie z reguły zależą od tych samych czynników, oto lekcja determinacji i pozytywnego myślenia dla wszystkich, którzy startują z pozornie przegranej pozycji.



Co decyduje o sukcesie Oscara Pistoriusa? Są to przede wszystkim cztery czynniki, które również decydują o sukcesie w biznesie.

 

Po pierwsze, Pistorius PRZEŁAMAŁ MODELE MYŚLOWE. Powszechny stereotyp brzmi: „Masz nogi? Możesz wystąpić w klasycznej olimpiadzie. Nie masz nóg? Spróbuj szans w paraolimpiadzie”. Południowoafrykański sprinter nigdy nie słuchał tego rodzaju głosów. Odnośnikiem i benchmarkiem dla niego były rezultaty uzyskiwane przez pełnosprawnych zawodników i skupił się na tym, w jaki sposób może im dorównać. Stąd między innymi pojawiły się słynne protezy z włókna węglowego (Cheetah), które pomogły mu w treningach i wsparły w niedawnym zwycięstwie – w lipcu 2011 Pistorius zdobył złoty medal w regularnych zawodach lekkoatletycznych w Lignano we Włoszech.

 

Po drugie, Pistorius DĄŻY DO MISTRZOSTWA W SWOJEJ DZIEDZINIE. W autobiografii pod tytułem „Blade Runner” stwierdził, że trenuje, bo lubi, a poza tym wychodzi z założenia, że jeżeli jest w czymś dobry, musi pracować trzy razy ciężej, żeby być w tym jeszcze lepszym.

 

Po trzecie, jest człowiekiem pozytywnie myślącym, pełnym szacunku dla innych ludzi i POTRAFIĄCYM WSPÓŁPRACOWAĆ. W 2007 roku Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki spanikowała. Gdy się okazało, że niepełnosprawny biegacz może uzyskać czasy porównywalne z wynikami pełnosprawnych sportowców, zaczęto spekulować, że w pogoni za wynikami może dochodzić do samookaleczenia – a więc „wymiany” zdrowych nóg na protezy z włókna węglowego. Federacja zleciła ekspertyzy, z których początkowo wynikało, że Pistorius nie powinien startować w regularnych zawodach lekkoatletycznych, bo protezy dają mu przewagę. Pistorius trenował dalej, słuchał głosu federacji, a jednocześnie prowadził niezależne ekspertyzy. Podobnie jak federacja, zauważał ryzyko związane z dążeniem do rekordów po trupach i „poprawianiem natury”.

 

Jednak w tym samym czasie zgromadził wokół siebie grupę niezależnych ekspertów, którzy prowadzili badania znacznie bardziej drobiazgowe i znacznie bardziej wiarygodne, niż badania zlecone przez federację. To właśnie wyniki tych badań i głos ekspertów ostatecznie przekonały sceptycznie nastawioną federację. W rezultacie Pistorius jest dopuszczony do startów z zawodnikami pełnosprawnymi. I to jest właśnie czwarty element układanki, decydujący o sukcesie sprintera. Jest prawdziwym fighterem – nigdy nie przejmował się tym, czego mu NIE WOLNO robić. „Nie możesz się poddać bez walki, kiedy się robi ciężko” – to słowa biegacza w wywiadzie dla magazynu The Red Bulletin. Po czym dodaje: „Pokonywanie trudności sprawia mi ogromną satysfakcję”. Tam, gdzie Oscar Pistorius jest przekonany o swoich racjach, DZIAŁA W SPOSÓB NIEUSTĘPLIWY.

 

Te same mechanizmy, które decydowały o sukcesie Pistoriusa, mają ogromne znaczenie w biznesie. Istnieją tysiące przykładów „niepełnosprawnych” firm i zespołów – małych, niedokapitalizowanych konkurentów, które dzięki determinacji i mądremu działaniu w ciągu kilku lat wyrastały na kluczowych graczy w branży. Należy do nich firma Palm Inc., twórca PDA. Firma Palm pojawiła się na rynku sześć lat po przyjściu na świat Pistoriusa. Podobnie jak afrykański sprinter, nigdy nie szła na bezpośrednią konfrontację z wielkimi graczami, kierując się zamiast tego mottem: „Pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to zająć pozycję przy rywalu, a nie przed nim”. Gdy założyciele firmy wprowadzali na rynek pierwszego Palma, nie nazwali tego komputerem. Powiedzieli, że proponują niewielki, wygodny organizer, który można także podłączyć do komputera osobistego. Gdyby go nazwali „małym komputerem” (czym de facto jest), Microsoft i inni uznaliby go za wrogów i zdławili konkurenta w zarodku. Podobnie jak Pistorius był otwarty na współpracę z federacją, tak samo Palm zaproponował współpracę Microsoftowi, żeby pokazać, że są jego uzupełnieniem, a nie konkurentem.

Skomentuj: