nowe konto przypomnij mi hasło
Wpisz słowa klucze
lub Wybierz wyzwanie biznesowe
Wing Chun Kung Fu czyli postaw na prostotę!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Autor: Jakub  Data: 2009-08-18 16:00:00  Typ wpisu: Artykuł  Adresaci: Poziom menedżerski  


Wyzwania:

 

Coraz częściej mówi się o siłach sprzedaży - „wojownicy rynku”, zwłaszcza w dobie recesji i zaostrzającej się w dwójnasób konkurencji. Określenie to podsuwa niejako automatycznie kolejne skojarzenie - sztuki walki...

Czego biznes może nauczyć się ze świata sztuk walki?

Warto zwrócić uwagę na Wing Chun Kung Fu, gdy myślimy o rozwoju sił sprzedaży. Idee, jakie stanowią o zasadach Wing Chun Kung Fu i to, co różni ten styl od innych odmian Kung Fu, dobrze ilustruje zasady, którymi warto się kierować szkoląc handlowców.

Na użytek tego artykułu posłużę się pewnymi uproszczeniami, aby nie zanudzać Czytelnika niuansami walki wręcz a skupię się przede wszystkim na tym, co jest istotne z punktu widzenia biznesu.

Druga połowa XVII wieku. Ze spalonego przez mandżurskich najeźdźców południowego klasztoru Shaolin ratuje się tylko 5 mnichów. Jest wśród nich mniszka Ng Mui, która po kilku latach wraz ze swoją uczennicą Yim Wing Chun (Piękna Wiosna) stworzy jeden z najmniej widowiskowych, ale jednocześnie jeden z najbardziej skutecznych chińskich stylów walki. Do dziś jest to symbol prostoty i efektywności Kung Fu.

 

 

Wyobraźmy sobie styl walki, który powstał niejako w opozycji do tradycyjnych chińskich sztuk walki, pełnych kwiecistych ruchów imitujących ruchy zwierząt, pełnych metafizycznych przesłanek i symboliki wplecionej w poszczególne techniki...

Wyobraźmy sobie styl walki, który postawił na bardzo proste i czytelne zasady, proste ciosy, niewiele technik, ale tak dopracowanych, by w pełni odpowiadały naturalnej motoryce człowieka, na realizm i skuteczność w walce, bez względu na to, czy walczymy na otwartym terenie czy w rogu ciasnego pokoju, styl, który dopracował przede wszystkim techniki ręczne, a nie kopnięcia (ograniczone do minimum), bo przecież ręce pozostają sprawne o wiele dłużej niż nogi...

 

Wing Chun nie jest widowiskowy. Bardzo rzadko można go spotkać w filmach gatunku kung fu. Nic dziwnego - stawia na efekt a nie na efekciarstwo.

O podobne rzeczy powinniśmy zadbać szkoląc swoje siły sprzedaży:

postawmy na kilka technik sprzedaży, które są rzeczywiście skuteczne i stanowią o sukcesie pracy handlowca, zamiast uczyć mnóstwa chwytów handlowych opartych o NLP, wyrafinowanych sposobów wywierania wpływu czy wydumanych tricków negocjacyjnych;

  • to, że naszym ludziom marzą się handlowe kopnięcia z wyskoku z podwójnym saltem nie oznacza, że mamy inwestować w szkolenia uczące takich działań sprzedażowych. W walce w zwarciu czy w ciasnym „rynkowym korytarzu” potrzebne będą najprostsze, ale naprawdę dopracowane techniki. Kuriozalne jest to, jak wielu tzw. handlowców dalej nie potrafi operować językiem korzyści i nie potrafi zamknąć rozmowy sprzedażowej używając choćby techniki dawania wyboru, a domaga się szkoleń z „ciosu wibrującej ręki”;
  • uważajmy także na pokusę wyrafinowanych aczkolwiek nierealnych technik. Gdy ktoś chwyci adepta innych sztuk walki za nadgarstek, ten często wykona skomplikowany obrót, przechwyt, będzie starał się zastosować dźwignię lub rzut... A co zrobi wojownik w stylu Wing Chun? Jeśli zagrożenie będzie realne, po prostu precyzyjnie uderzy drugą wolną ręką w odsłoniętego przeciwnika, a mając za moment już obie dłonie wolne - dokończy akcję serią kolejnych prostych ciosów. Zero wyrafinowania? Możliwe, ale za to maksimum efektywności! Podobnie w sprzedaży - uczmy tego, co może stać sie prostym, naturalnym odruchem, pod czym nasz handlowiec będzie się mógł podpisać, co poczuje od razu jako zrozumiały dla siebie i łatwy do przyswojenia sposób działania... Jeśli będziemy uczyli go 7 rodzajów pytań w trakcie czwartego kroku rozmowy handlowej to pewnie będzie to ciekawe, ale czy „w walce” ktoś tego użyje? Czy coś takiego może stać się naturalnym odruchem i drugą naturą naszego pracownika?

 

Wing Chun charakteryzuje jeszcze jedna ciekawa rzecz. W tym stylu są tylko cztery tzw. formy (zestawy ruchów, ułożone w konkretną sekwencję, które adepci muszą opanować na pamięć i wielokrotnie powtarzać). W formach zapisana jest w zasadzie cała strategia danego stylu, kluczowe zasady, gotowe najskuteczniejsze kombinacje. Wiele innych szkół Kung Fu uczy nierzadko kilkudziesięciu takich form. A tutaj mamy tylko cztery. W czym jest problem i co ma to wspólnego z procesem rozwoju sił sprzedaży?

Otóż w Wing Chun realne jest, aby na każdym treningu powtórzyć i przećwiczyć wszystkie te formy. Można więc za każdym razem wrócić do kwintesencji stylu, do tego, co go buduje, do kluczowych zasad i bazowych technik. Gdyby tych form było kilkadziesiąt - byłoby to nierealne.

W pracy nad umiejętnościami sprzedażowymi często brakuje właśnie powrotu do bazowych umiejętności, brakuje nieustannego szlifowania tego, co stanowi o kwintesencji skutecznej sprzedaży. Nasi handlowcy buntują się, gdy tylko słyszą, że mają być wysłani na szkolenie z bazowych kompetencji. Zachodnia kultura interpretuje powrót do podstaw jako regres, podczas gdy wschodnia kultura widzi w nim powrót do źródeł, do korzeni, do tego, co najważniejsze i najwartościowsze.

Wojownik w stylu Wing Chun działa tak, jakby tego sobie życzył w stosunku do swoich handlowców chyba każdy szef sprzedaży: ukierunkowuje swoją energię cały czas do przodu, przygotowany dzięki specjalnym ćwiczeniom chi-sao („lepkich rąk”) ciągle szuka luk w obronie przeciwnika (jest w stanie to robić nawet z zawiązanymi oczami!), a gdy już je znajdzie, działa dbając nie tyle o efektowną wymianę ciosów co o szybki i całkowity końcowy efekt. Ta pełna czujność, aktywne „szperacze” wciąż wysunięte do przodu, wyszukiwanie szans i powiększanie ich na swój użytek oraz orientacja na finalny efekt to przecież bardo pożądane modele działania rynkowego.

Dla ciekawych: prezentację stylu Wing Chun, jego zasad i technik możesz obejrzeć na youtube.com TUTAJ ; pokaz  możesz obejrzeć TUTAJ.

Przykład treningu Wing Chun - także na youtube.com TUTAJ

 

 

Skomentuj: